Naucz swój mózg leniuchować, czyli recenzja "Jak mniej myśleć" C. Petitcollin
Miewacie czasem
wrażenie, że myślicie inaczej niż reszta ludzi? Przejmujecie się
okropnie nawet najmniejszymi błahostkami? Może zauważacie rzeczy,
na które nikt inny nie zwraca uwagi? Mam dokładnie to samo. Odkąd
pamiętam zawsze byłam takim ciapciakiem, który wszystko brał do
siebie, martwił się bez powodu, analizował jedną sytuację na
milion możliwych sposobów. Bardzo często płaczę, potrafię
wmówić sobie wiele rzeczy, błędnie analizować czyjeś zachowanie
zupełnie niepotrzebnie. Mam też skłonności do tworzenia czarnych
scenariuszy, mimo że nie mają mocnego oparcia w rzeczywistości.
Nawet nie wiecie ile razy już przeżyłam w głowie swoje życie,
niestety w większości w bardzo negatywny sposób. Miałam ogrom
wizji- że zostanę starą panną z kotem, a może ktoś mnie potrąci
na pasach, może porwie i zakopie w lesie. Brzmi absurdalnie, ale
całkiem poważnie często boję się takich wariantów. Co
najlepsze, jeśli już coś strasznego faktycznie się dzieje to o
dziwo jestem jedną z najbardziej opanowanych osób. Ah, no i nie
mogę zapomnieć o takim natłoku myśli, który staje się niekiedy
aż uciążliwy. Za dużo pytań, za mało odpowiedzi. Ale sobie
antyreklamę zrobiłam, no tylko pozazdrościć. Zawsze też
myślałam, że tylko ja myślę w jakiś taki dziwny, zawiły
sposób. Kiedy do większości komunikat dociera jak po nitce to
zanim w całości, to znaczy przeanalizowany, rozebrany na czynniki
pierwsze, dojdzie do moich szarych komórek to mam wrażenie, że mam
w czaszce jakiś piekielnie zawiły labirynt. Zdarzało się, że
ktoś zwrócił mi uwagę, że jestem mazepa, że jak całe życie
będę się tak przejmować to mnie świat zje. Hmm, nie uważam,
żeby mnie przerósł, a myśleć inaczej po prostu nie umiem.
Miałam wrażenie
jakbym tylko ja jedna na świecie była pokarana takim dziwnym
umysłem. Jednak kiedy wpadła mi w ręce książka Christel
Petitcollin „Jak mniej myśleć” zrozumiałam, że takich mózgów
jak mój jest całkiem sporo. Jednakże muszę przyznać, że
zawiodłam się na książce, która ma na okładce przesłodkiego
leniwca, który jak dla mnie powinien reprezentować trochę
ciekawszą treść.
Wbrew chwytliwemu tytułowi recept na
to jak faktycznie zwolnić gonitwę myśli jest w tej książce jak
na lekarstwo. Autorka na początku wprowadza w pojęcie bycia
„nadwydajnym mentalnie” lub brzmiącym bardziej swojsko-
nadwrażliwym. Cech wymienionych jest tak wiele, że trudno jasno
określić kto tak naprawdę jest takim typem osobowości, a kto
tylko okresowo może się w nią wpisać, w trakcie jesiennej chandry
na przykład. Widać też wyraźną, ogromną sympatię Petitcollin
do tego typu osób. W jednej chwili uświadamia czytelnikom, że
nadwydajni mają duży problem z przyjmowaniem komplementów, żeby
za moment zalać kogoś takiego (bo to głównie osoby tego typu
sięgną po taką literaturę) wręcz lawiną zapewnień, że może
czuć się geniuszem, wyprzedzającym innych swoim postrzeganiem
świata o lata świetlne. Widzę tutaj trochę niezgodność myśli i
czynów. W dodatku miałam wrażenie, że zrobiono z ludzi wrażliwych
troszeczkę męczenników świata, w którym jednak rządzą umysły
ścisłe. Okej, trudniej jest się komuś z rozwiniętą prawą
półkulą odnaleźć w korporacji, ale nie jest to aż tak straszne,
żeby mieć też szczególnie duże trudności w znalezieniu swojego
miejsca w społeczeństwie.
Miałam wrażenie, że kilka problemów zostało odrobinę
pominiętych i bardzo uproszczonych. Na szczęście na tyle, żeby
pozostały czytelne i zrozumiałe dla zwykłego, szarego czytelnika.
Nie ukrywam, wychodząc z Empiku wniebowzięta nową zdobyczą, która
ma odmienić moje życie, spodziewałam się czegoś więcej.
Przyznaję, jestem wybredna i wymagająca, ale podejrzewam, że
znacznie więcej czytelników mogło poczuć się nieco „oszukanych”.
Sam tytuł i opis autorki jasno wskazuję, że znajdziemy w środku
przepisy na prostsze, pozbawione ciągłego zastanawiania się życie.
A tu proszę, więcej diagnoz i roztrząsania problemu, który jest i
tak szczegółowo opisany w początkowych dwóch rozdziałach. Ku
mojemu rozczarowaniu wcale nie zmieniło się moje postrzeganie
świata, dalej jestem trochę histeryczką, zdecydowanie za mocno
przejmującą się pierdołami. Nadal nie wiem co mam robić, żeby
przewietrzyć głowę od nurtujących, niepotrzebnych myśli.
Jednak, uwaga
uwaga, znalazłam plus! Otóż płynie z tej książki jeden,
niezwykle ważny przekaz. Może nie myślisz jak inni. Może nawet
bardzo różnisz się od innych. Bardzo prawdopodobne, że jeszcze
długo będziesz zmagać się z własną głową. Ale taki jaki
jesteś, jesteś najlepszy jaki możesz być. Nie pozwól wmówić
sobie, że jest z Tobą coś nie tak, bo myślisz troszkę inaczej,
bo masz całe drzewo myśli zamiast tej głównej gałązki. Im
szybciej uwierzysz, że wbrew temu co możesz od innych usłyszeć,
jesteś cudownym, wartościowym, wyjątkowym człowiekiem, tym więcej
dobrego dla siebie i może dla innych możesz zrobić! Ten ogromny
plus prawie jest w stanie zrekompensować mi inne minusy tego
poradnika. No, może jeszcze gdyby język był trochę żywszy, mniej
usypiający...nie mogłam sobie tego odmówić ;)
Mimo, że nie jest to książka, do której z dziką radością bym
wróciła to zachęcam do sięgnięcia. Choćby dlatego, że daje
możliwość zrozumienia samego siebie. A to jest już połowa drogi
do szczęścia ;)
Do tego ten narysowany leniwiec jest
tak urzekający, że chce się mieć tę książkę na półce choćby
jako ozdobę. Gwarantuję, ten słodki pyszczek działa
terapeutycznie i poprawia humor nawet po najgłupszej z możliwej
myśli jaka Was najdzie.
Komentarze
Prześlij komentarz