Praca w odzieżówce i mały apel społeczny


Praca w sklepie odzieżowym była pierwszą, jaką dostałam w Szczecinie. Na początku myślałam, że będzie to miłe, łatwe, przyjemne i mało wymagające. Z resztą jak 90% osób patrzących na osoby pracujące w tej branży. Właściwie co w tym trudnego, stoisz przy kasie, składasz ciuszki, zawieszasz kilka na wieszak i zanosisz na miejsce. Zgadza się, z punktu obserwatora faktycznie tak to wygląda. Uwierzcie mi, to wcale nie jest taka sielanka. Poza tym co widać jest także milion innych spraw, które trzeba załatwić i to jak najszybciej. Są dostawy, często liczące kilka tysięcy sztuk, które trzeba w okropnie szybkim tempie rozłożyć, żeby klient przyszedł do gotowego, dobrze wyglądającego sklepu. Często trzeba naprawdę logistycznie napracować się, żeby ułożyć wszystko jak najatrakcyjniej i w ogóle znaleźć miejsce na wszystkie artykuły, bo często miejsca jest zwyczajnie za mało. Dodatkowo jest jeszcze milion raportów, zwrotów, dokumentów, na które też wyznaczone są wąskie terminy. Są przymierzalnie, których trzeba pilnować i znów szybko uprzątnąć, ułożyć rzeczy i roznieść na swoje miejsce, żeby nie zrobił się bałagan, który odpycha klientów. Pominę już, że są dni kiedy przez cały dzień w sklepie są tłumy, co wymusza na nas ostrzejsze tempo i jeszcze więcej obowiązków. Gdyby do każdego z tych zadań przydzielona była przynajmniej jedna osoba, nie byłoby o czym mówić, wszystko dałoby się perfekcyjnie zrobić. Niestety, zmiany są 2- lub 3-osobowe i po całym dniu często ledwo patrzy się na oczy albo włóczy nogami, gdyż za dużo zadań nałożonych jest na jednego. Oczywiście, ja nie narzekam- zgodziłam się podjąć taką pracę, spodziewałam się, że nie będę stać i pachnieć. Do tego zgadzam się, są zawody znacznie trudniejsze i bardziej stresujące, wymagające naprawdę wielkich poświęceń, bo ktoś na pewno pomyślał o tym czytając wstęp. Mimo tego chciałabym zauważyć w tym wpisie przede wszystkim, że każda praca zasługuje na taki sam szacunek, a o tym często zapominamy.
Chciałabym, żeby był to mały apel społeczny, ponieważ naprawdę przykro jest spotykać się z permanentnym chamstwem skierowanym w stronę Bogu ducha winnym pracownikom. Zanim jednak zacznę od razu zaznaczę, że sprzedawcy też mają swoje za uszami, bo nikt nie jest święty. Pracuję z nimi, jestem jedną z nich, wiem, że każdy ma w sobie pokłady jakiegoś zła wrodzonego i może być zwyczajnie wredny. Jednak są to naprawdę sporadyczne przypadki albo trafia się na osobę, która się do kontaktu z klientem zwyczajnie nie nadaje.
Wracając. Nie było jeszcze dnia, żebym na zmianie nie spotkała się z jakimś chamskim zachowaniem. Najczęściej spotykane jest to, że klienci przeglądając rzeczy mają w zwyczaju brać je i odkładać...na podłogę. Ewentualnie rzucone byle jak na stół. Kolejna perełka to zostawienia góry ubrać w kabinie przymierzalni. Wystarczy 10 minut nieuwagi ze strony pracownika i nagle wyrasta Ci przed oczami Everest bluzeczek i spódniczek. Przypominam, że najczęściej przy wejściu do przymierzalni jest stół, na który wystarczy odnieść to co się wzięło, a ktoś to ładnie złoży i odniesie za Was.Zdarzają się też śmieci rzucone w kąt, typu butelki albo opakowania po jedzeniu, bo w galeriach handlowych nie ma przecież koszy na śmieci. Zauważyłam też, że klienci uwielbiają wyładowywać swoją frustrację właśnie na nas. Wystarczy powiedzieć „przykro mi, niestety rozmiar jakiego Pani szuka nie jest w tej chwili dostępny” a w niektórych demon się budzi. Raz po takim zdaniu jakiś uprzejmy dżentelman rzucił mi butem prosto w twarz. Kolejny raz pewna klientka „przypadkiem” zepchnęła na mnie stertę ubrań leżących na stole w przymierzalni, z tego samego powodu. Uwielbiam też nastolatki, ale tylko te rozpieszczone. Przepraszam, ale dla mnie szczytem chamstwa jest stanie koło kogoś, kto sprząta i wywrócenie do góry nogami tego, co przed chwilą zostało złożone, bo ona czegoś szuka. Nie policzę też ile razy ktoś uderzył mnie łokciem, barkiem, czymkolwiek, żeby przejść. Nie mam oczu wokół głowy, nie jestem w stanie dostrzec każdego. Wystarczy powiedzieć „przepraszam”, to nie boli. Mogłabym wymieniać tak w nieskończoność, a nie o to chodzi. Kiedyś zrobię osobny wpis o blaskach i cieniach tej pracy, jeśli będziecie zainteresowani ;)
Chcę tylko zauważyć i przypomnieć, że to jak zachowujemy się w miejscu publicznym nie świadczy o ludziach nas obsługujących, a o naszej kulturze osobistej i dobrym wychowaniu, a chyba każdy chciałby być postrzegany z jak najlepszej strony? Rozwieję też mit, który ostatnio usłyszałam. To, że posprzątamy i ułożymy cały sklep raz czy piętnaście nie wpływa na naszą premię. Przyczynia się jedynie do tego, że poziom frustracji rośnie, a chęć do robienia czegokolwiek dla sklepu spada. Syzyfowa praca jeszcze nigdy nikogo nie zmotywowała. Zdecydowanie przyjemniej i chętniej obsługuje się kogoś przyjaznego, kulturalnego, empatycznego. Nie bądźcie zdziwieni, że odnosząc się do kogoś nieuprzejmie, ten ktoś może przestać reagować na to uśmiechem. Pracownik to też człowiek, też ma prawo mieć dość bycia traktowanym niewłaściwie. Dotyczy to nie tylko osób z odzieżówki, ale z każdej branży. Brak szacunku w relacji klient-pracownik to powszechne zjawisko. Dobre traktowanie należy się każdemu, bez względu na zawód.
Zróbmy przysługę innym, ale także samym sobie i bądźmy uprzejmi. To nie boli, nie jest drogie, a na pewno do nas wróci. Taka mała rzecz, a wpłynie na nasze postrzeganie ludzi i na to jak inni odbierają nas. Skoro mamy już oko za oko, to czemu nie dodać jeszcze uśmiech za uśmiech?

Trzymam kciuki sama za siebie, żeby udało mi się tymi kilkoma słowy dotrzeć do kogoś i zmienić świat troszeczkę na lepsze. Zawsze miałam wielkie marzenia :)
Z tymi myślami Was zostawiam, niedziela to dobry dzień na przemyślenia. Odpoczywajcie, udanego dnia!

Komentarze