Jak przystało na mieszkankę Szczecina wybrałam się wczoraj na pierwszy mecz Pogoni. Taka Próba Traw troszkę (kto czytał Wiedźmina ten wie), jak już posmakujesz tych wszystkich emocji na stadionie wśród innych kibiców to możesz czuć się przyjęty do miasta. Oczywiście żartuję, ale ja bardzo czekałam na to wyjście, chciałam przekonać się czy faktycznie warte jest to aż tyle zachodu, bo ta drużyna to przecież szczecińska perełka. Zdarza się, że muszę konkurować z Pogonią o uwagę i czas wolny jednego z wiernych kibiców, więc zdecydowanie łatwiej jest zacząć bywać na stadionie niż czekać i nie rozumieć czym on się tak ekscytuje.
Miałam lekko mieszane odczucia od samego wejścia na trybuny, ale na szczęście jakoś udało się przekonać mnie do kibicowania i szczerze, nawet wczułam się w akcje na murawie. Co nie było łatwe, bo mam nieciekawą wadę wzroku i ja tej piłki zwyczajnie nie widzę niekiedy. Stadion obecnie jest w trakcie przebudowy, więc nie ma efektu wow jeśli o estetykę chodzi, warunki troszeczkę polowe. Choć te koparki naprzeciw miejsc siedzących robiły niezły kontrast, jakby się przyjrzeć to jeszcze dobre zdjęcie by z tej scenerii wyszło. Pogoda na szczęście była prawie idealna, przyjemnie było siedzieć w słoneczku i przypatrywać się jak inni biegają. Jeśli o samą rozgrywkę chodzi to spodziewałam się troszkę większych emocji, brakło mi takich akcji, które by mnie poderwały z siedzenia. Pomijając chamskie faule oczywiście, bo wtedy to aż się w człowieku gotuje. Jak to naszego kopią, tak być nie może! Mimo tego wynik był zadowalający, jak to w przyśpiewce stadionowej było „Mamy lidera, w Szczecinie mamy lidera!”. 1:0 to całkiem zadowalające. W drugiej połowie gola strzelił Adam Buksa i to po mistrzowsku, byłam pełna podziwu jak zobaczyłam go z bliska w internecie. Jeszcze bardziej podobała mi się reakcja publiczności na tego gola. Nigdy nie słyszałam o tym, że po każdym golu widownia prowadzi taki krótki dialog z komentatorem, skandując nazwisko strzelca i wynik. Na mnie zrobiło to ogromne wrażenie, aż ciarki przechodziły jak wszyscy chórem zaczęli krzyczeć. Mnie w ogóle zawsze cieszą i fascynują takie pierdoły, na które 90% ludzi nie zwraca uwagi pewnie, a już na pewno nie doszukuje się niczego magicznego w tym. Poza tym doping raczej nie zachwycał, spodziewałam się większego wsparcia dla grających chłopaków, chociaż nie było najgorzej. Kilkoro zagorzałych fanów dzielnie zdzierało gardła, szanuję! Aha! Polecam też wybrać się na taki mecz jeżeli jesteście fanami ciętych komentarzy, ironii i czarnego humoru. Na komentarzach niektórych rozemocjonowanych można było płakać ze śmiechu. Nic tylko spisywać te wszystkie meczowe uprzejmości dla potomnych, zrobić niezbędny słowniczek każdego kibica.
Mój ekspert do spraw bardziej lub mniej ważnych, stały bywalec stadionu podsumował krótko: „Mecz był nudny, doping słaby.”. A mi tam się podobało! Pewnie gdybym była choć w połowie tak obeznana z tematem jak on to też zdarzyłoby mi się ziewnąć (i tak zdarzało, ale nie przesadnie). Na moje szczęście za pierwszym razem wszystko jest bardziej ekscytujące i Pogoń przekonała mnie do częstszego odwiedzania stadionu. Kto wie, może zainwestuję nawet w jakiś kibicowski gadżet?
Takie mecze to też świetny pomysł na przełamanie niedzielnej nudy i spędzenie czasu z rodziną nieco inaczej niż przy rosole i powtórkach Mam Talent. To raczej typowa rozrywka, to fakt, jednak widziałam sporo par, rodzin z dziećmi. Te maluszki nie dosyć, że były przeurocze i bardzo zafascynowane grą, to swoim kibicowaniem potrafiły nawet poderwać starszą publikę. Ta duma na ich twarzach, taka nieskrywana, szczera radość były ujmujące, aż miło popatrzeć.

Jak u Was to wygląda? Chodzicie, kibicujecie czy wolicie raczej mniej przepełnione łaciną podwórkową rozrywki?

Komentarze